wtorek, 26 sierpnia 2014

Podsumowanie tygodnia #1

Zapraszam na nową serie na blogu, czyli krótkie podsumowanie tygodnia ;).
Posty będą krótkie, acz treściwe, chciałabym wspomnieć o paru wypałach i niewypałach minionego tygodnia. Mam nadzieje, że uda mi się publikować taki post w każdy poniedziałek ;).

Moja walka z cukrem nadal trwa, ale pierwszy raz wspominam o niej na blogu ;). Oczywiście nie uda mi się całkowicie zrezygnować ze słodyczy, ale chciałabym przejść jak najbardziej w stronę  tych robionych w domu. Na pierwszy ogień idzie chałwa, którą ostatnio zajadam, ale wciąż czeka na jej domowe odtworzenie :). Chałwa to przede wszystkim najstarszy i jeden z najzdrowszych słodyczy świata. Dzięki dużej zawartości sezamu jest bogata w kwasy tłuszczowe omega-3, witaminy A, D, E, K, lecytyne, wapń, magnez, potas, cynk, fosfor, żelazo.



Będąc przy nawykach żywieniowych, wróciłam do owsianki na śniadanie, tym razem robionej na mleku ;). Na wakacjach sporo pofolgowałam sobie ze śniadaniami, objadając się płatkami Lion, które nawiasem mówiąc są genialne :D.



Odgrzebałam swoje boyfriendy. które leżały na dnie szafy, a ja próbowałam je od jakiegoś czasu sprzedać. Któregoś wieczoru postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę i wykombinowałam, że gdyby sporo zwęzić nogawki całkiem nieźle by na mnie leżały. Krawcowa bardzo sprytnie mi je zwęziła i teraz naprawdę leżą na mnie jakby były idealnie dopasowane. Stara nogawka była zbyt szeroka i zmieściłyby się tam moje trzy nogi łącznie :D. Teraz w końcu mam dopasowane boyfriendy!



Zamówiłam kolejne opakowanie mojego ulubionego podkładu z Anabelle Minerals. Opakowanie nieco się zmieniło, na szczęście zmieniło się na lepsze ;). Ja posiadam wersję kryjącą i przy niewielkim użytkowaniu wystarcza mi ona na rok. Jest to jedyny podkład jaki od roku posiadam więc nie mam dużego pola manewru, ale planuje aby kolekcja delikatnie się powiększyła. Gdy nie pracujemy jako wizażystki, moim zdaniem mija się z celem ogromna kolekcja podkładów, które i tak po roku nam się zepsują. Ja postaram się zachować zimną głowę i dokupię coś jeszcze, aby mieć chociaż skromniutki wybór :D.





W minionym tygodniu skusiłam się też na różowe pasemko na włosach ;))). Od zawsze takowe mi się podobało, ale nigdy nie miałam odwagi go zrobić. Zastanawiałam się nad wykonaniem go u fryzjera, jednak cena za jedno pasemko zaczynała się od 70zł w górę, a ja zrażona pooprzednimi przygodami z fryzjerami stwierdziłam, że sama zrobię to najlepiej, bo jeszcze nigdy w 100% nie wyszłam zadowolona od fryzjera (jeżeli mowa o farbowaniu włosów). W Rossmannie znalazłam farbę z Loreala, co prawda opakowanie wskazuje na kolor fioletowy, ale wymyśliłam sobie, że jeżeli potrzymam ją krócej, kolor wyjdzie różowy. Nie pomyliłam się za dużo, jednak pasemko wyszło o wiele wyraźniejsze u nasady, natomiast końcówek nie chwyciło ani trochę. Natomiast sama wizja pasemka tak mi się niesamowicie spodobała, ze zdecydowałam, iż zrobię następne po drugiej stronie ;). Farba już kupiona i niedługo ruszam znowu do boju, przy okazji poprawie też to, które nie do końca wyszło wyraźne. Niestety to jedyny zbliżony kolor który udało mi się znaleźć od ręki, te w odcieniach bardziej intensywnych schodzą po 3-4 myciach, a mnie zależało na trwałej koloryzacji.



To już wszystko na dziś, buziaki :*



4 komentarze:

  1. świetne spodnie :) ja też ostatnio wróciłam do owsianki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie chałwa jest zdecydowanie za słodka

    OdpowiedzUsuń