czwartek, 29 maja 2014

Filtry słoneczne - rodzaje + trochę recenzji


Cześć :)


Dzisiaj druga część postu o opalaniu, słońcu i filtrach. W tym poście skupię się bardziej na rodzajach filtrów i podam Wam parę konkretnych produktów, z którymi miałam styczność i napiszę o nich parę zdań.

Filtry słoneczne

Rozróżniamy filtry chemiczne, mineralne, oraz czasem możemy spotkać się z ich mieszanką.

Filtry chemiczne działają na zasadzie ‘pochłaniania’ promieni słonecznych (trawienia ich i neutralizowania tak, aby nie były szkodliwe) - oznacza to, że są o wiele wygodniejsze w stosowaniu, gdyż w większości po prostu wchłaniają się w skórę, co nie powoduje nadmiernego świecenia ani lepienia. Pamiętajcie jednak, że bezpieczeństwo używania filtrów chemicznych to nadal burzliwy temat. Filtry chemiczne nie są polecane dla niemowląt i małych dzieci, dla kobiet w ciąży, naczynkowców oraz dla alergików, a to dlatego, że w większość właśnie zostaje wchłaniana przez naskórek. Plusem jest tutaj duża wygoda wchłaniania się, lecz minusem mogą być oczywiście nadmierna ilość chemii oraz niestabilność. Większość filtrów chemicznych zawiera tzw. Parsol 1789 (Avobenzone), filtr uważany przez specjalistów za najskuteczniejszy, lecz niestety jego stabilność na pełnym słońcu spada drastycznie po upływie 2-3 godzin, dodatkowo ulega destabilizacji w kontakcie z większością kosmetyków kolorowych (pudrów, podkładów). Dla tych, które nie wyobrażają sobie dnia bez makijażu najbezpieczniej byłoby znaleźć filtr bez Parsolu (poniżej znajdziecie jeden godny uwagi), lub stawiać na filtry z Parsolem, lecz wzmocnione przez inne dodatkowe filtry i nadzieja, że ochrona nie ulegnie osłabieniu :).

Filtry mineralne w przeciwieństwie do chemicznych nie wchłaniają się, lecz ‘siedzą’ na skórze tworząc tarczę obronną, czyli po prostu dodatkową warstwę, która działa na zasadzie lustra odbijającego promienie słoneczne. Polecane dla małych dzieci, kobiet w ciąży oraz alergików czy osoby uczulone na składniki filtrów chemicznych. Ich największym minusem jest bielenie skóry, co niestety uniemożliwia nam estetyczny wygląd na co dzień (o ile na plaży można jeszcze jakoś przeboleć, tak w pracy czy szkole już tak łatwo nie przejdzie). Technika idzie do przodu, więc warto szukać, czytać, testować nowe filtry mineralne, niewykluczone że znajdziecie dla siebie idealny a bielenie nie będzie tak widoczne. Filtry mineralne nie posiadają już wcześniej wspomnianego Parsolu, lecz tak samo ulegają destabilizacji (tylko trochę wolniej). Nie destabilizują ich też kosmetyki do makijażu, jednak i tu należy być ostrożnym, ponieważ poprzez aplikację podkładu czy pudru pędzlem, gąbką czy palcami możemy zetrzeć ochronną warstwę, co tak czy inaczej obniży skuteczność naszej ochrony, więc będzie się po prostu mijało z celem. Wielu specjalistów twierdzi też, że filtry mineralne są mniej skuteczne od filtrów chemicznych gdy chodzi o ochronę UVA, a więc prewencję przeciwzmarszczkową, na której paniom zależy najbardziej ;).

Wybór należy do Was. Producenci na swoich opakowaniach i ulotkach zalecają wsmarowywać ok. 2 mg/1 cm2 skóry (czyli minimum 1-1,25 ml na samą twarz; 1,5-1,8 ml na twarz i szyję; ok. 30 ml na całe ciało, co oznacza, że na wakacjach tubka kremu z filtrem do ciała powinna nam wystarczyć na 1-2 dni). Wydaje się to bardzo mało, lecz to mniej więcej jedna pełna łyżeczka do herbaty na samą twarz. To również temat rzeka i pytanie, czy aż tak dużo filtra jest nam potrzebne? Tym bardziej, gdy taką ilość musielibyśmy wklepywać w siebie co 2-3 godziny? Nie wiem czy ktoś w ogóle to robi, no chyba, że na plaży :). Gdy stosowałam filtry jeszcze przed tym, kiedy nie znałam tych zaleceń, nakładałam minimalną ilość na twarz, szyję i dekolt i prawdę mówiąc nigdy się nie spaliłam (w naszych Polskich warunkach, przy normalnym trybie życia), nie mówiąc już o tym, że nie do pomyślenia była ponowna reaplikacja ;). W tym momencie nakładam go trochę więcej mając na względzie powyższe ilości, ale raczej takich rezultatów nie osiągam. Gdy jesteśmy w trakcie lub po zabiegach dermatologicznych, wtedy oczywiście warto wcierać trochę więcej filtra i ponawiać od czasu do czasu aplikację, ale wszystko jak zwykle – z umiarem i z głową :)!

Filtry słoneczne


Znowu się rozpisałam, a przecież miało być już krótko… Okej, poniżej lista filtrów, które stosowałam i kilka zdań o nich.

- Vichy, Capital Soleil, Emulsion Anti-Brillance Toucher Sec SPF 50 (Matująca emulsja do twarzy SPF 50) (klik)
-> Mój największy ulubieniec, trafiłam na niego zaraz na początku mojej przygody z filtrami i został ze mną aż do dziś. Nie klei się, nie lepi, szybko się wchłania, działa jak świetna baza pod makijaż. Występuje w wersji matującej i nawilżającej. Poświęciłam mu osobny post, który znajdziecie tutaj.

- Ziaja Med. SPF 50+ (klik)
-> występuje w trzech wersjach, matującej, tonującej i przeciwzmarszczkowej. Ja miałam styczność tylko z wersją matującą, która matuje tylko w nazwie ;). Nie ma szans, abyśmy nie świeciły się po posmarowaniu buzi bez użycia pudru. Jest to jedyny apteczny filtr, który udało mi się znaleźć, który nie posiada Parsolu w swoim składzie, może być zatem bezpiecznie stosowany pod makijaż.

- Avene Cleanance High Protection SPF 30 (klik)
-> emulsja do skóry tłustej i trądzikowej. Nie nabłyszcza, ale też nie matuje. Dobry filtr i tyle w temacie :).

- Eucerin Sun SPF 50+ (klik)
-> dwa słowa cisną mi się na klawiaturę, a mianowicie... coś okropnego. Najbardziej świecący się filtr ze wszystkich matujących, dodatkowo po nałożeniu np. na szyję czy dekolt należy odczekać parę minut, ponieważ filtr może zabarwić ubranie na żółto. Niestety doświadczyłam tego na własnej koszuli, a spranie tego wcale nie należało do najprostszych. Nie polecam.

- La Roche Posay Anthelios SPF 50+ krem (klik) 
-> ten od początku miał być nawilżający, i taki też był. Wspominam go średnio, a to dlatego, że intensywny zapach naprawdę ciężko było znieść, tym bardziej, że ulatniał się dosyć wolno, dodatkowo skóra piekła po jego nałożeniu. Niestety do tej pory nie interesuje mnie powrót do Antheliosów właśnie ze względu na owe pieczenie, które przy Vichy a tym bardziej przy Ziai się nie pojawia.


A Wy jakie filtry polecacie, czego używacie :)? Mineralnych, czy mimo wszystko chemicznych :)? A może w ogóle rezygnujecie z filtrów?


*Przypominam o rozdaniu z Allbag.pl tutaj :)

4 komentarze:

  1. Ten z Vichy chętnie bym wypróbowała. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czyli Vichy najlepszy:) w takim razie, będę musiała zakupić, bo lato coraz bliżej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicja Szpunar-Chyćko Oczywiście,że stosuję kremy z filtrami , ponieważ nie dość ,ze mam jasną karnację to jeszcze pojawiły mi się na twarzy dwa dość duże pęknięte naczynka / pajączki - które mnie bardzo złoszczą/. Od dawna się nie opalam, czasami stosuję wypróbowane samoopalacze - na ręce i na nogi. Próbowałam używać filtrów mineralnych w pudrze prasowanym z Maybelline / nie wiem ,czy dobrze napisałam nazwę marki/ - rzeczywiście twarz wyglądała blado - ale ja sie tym wcale nie przejmowałam! Natomiast ostatnio kupiłam w Lidlu krem do opalania z Firmy Cien z filtrami UVA i UVB - faktor 30, idealny do stosowania dla skóry szczególnie wrażliwej i nieopalonej . Na razie smarowałam nim tylko ręce . Widzę ,że jest dobry , lekko się wchłania , pozostawia na skórze "ochronny film", pielęgnuje i wygładza skórę. Zobaczę jak będzie dalej.:) Dziękuje za taki wyczerpujący tekst, i za podanie nazwy tego chemicznego składnika - to ważne , ponieważ zwracam na takie składniki uwagę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z recenzją vichy w stu procentach:-)

    OdpowiedzUsuń